Niby taki sobie spacerek...
Spałem do 9,00 dnia następnego co jakiś czas budzony skurczami mięśni obu nóg / to pewnie nauczka, że nie posłuchałem rady o piwie na zakwasy/.

Lubię jednak te trudy podróży, odczuwaną po wysiłku satysfakcję oraz power na kolejny tydzień pracy. To, że nie zdążyliśmy na pierwszy autobus też nic wielkiego, przecież trzeba i tak kiedyś było spróbować pierożków przywidzkiej gastronomii, a łyżwy i tak pewno za tydzień.
Dzięki Iwonka i wszyscy współwędrowcy. Pozdrawiam.