|
Po dłuższej przerwie urlopowej udało się nam wreszcie zmontować wycieczkę. Prognozy były zachęcające więc wybraliśmy wariant małoskomplikowany terenowo - licząc przy tym na kilka nowych twarzy w naszej grupie.
Celem "wyprawy" była Mierzeja Wiślana bez określonego bliżej punktu docelowego. O godzinie 8.30 przy Zielonej Bramie zjawiło się 8 osób (tu uwaga: dwóch nowych kolegów - dzięki Wam za przybycie i towarzystwo - zapraszamy ponownie). Krzysztof towarzyszył nam do promu w Świbnie, gdyż chciał nas tylko poznać, a że był nierozjeżdżony i wybierał się na dniach, chyba w Dolomity, wymieniliśmy namiary i pożegnaliśmy się tymczasem. Grono pozostałe okazało się dosyć mocne w nogach więc nie żałowaliśmy sobie tempa. Pogoda była super na rower i tylko z okolic Elbląga nadciągały złowieszcze chmury. Jadąc żółtym szlakiem w lesie nadmorskim udało się utrzymywać średnią w granicach 20 km/h, co jak na takich emerytów, takich jak my nie jest chyba wynikiem najgorszym. Płynność jazdy zakłóciła nam, na kilkanaście minut, złapana guma - tym razem w moim tylnym kole. Po naprawie śmignęliśmy tym samym szlakiem prosto do Kątów Rybackich. Tutaj w planie był mały popas oraz konsumpcja w barze przyplażowym. Słonko schowało się już za chmurami, więc po małym piwku i próba wody. Woda już nie taka jak w lipcu lecz zrobiła dużo dobrze (tym, którzy posiadali sprzęt plażowy, pozostali mogli tylko popatrzeć). Ponieważ z pogodą robiło się coraz gorzej, uznaliśmy, że wracamy do domu i oddaliśmy się na dłużej rozkoszom konsumpcji gastronomicznej, a przy okazji spoglądając kątem oka na spragnione słońca, co ładniejsze plażowiczki (w końcu była to czysto samcza wyprawa). Po zaspokojeniu głodu, a przede wszystkim pragnienia udaliśmy się w drogę powrotną, o której nie ma co pisać. Lało aż do Sobieszewa. Zmoczeni, ubłoceni ale zadowoleni - od Sobieszewa już bez deszczu dotarliśmy do naszego grodu Gdańska. I tu ważna sprawa. Arek zaprosił nas na piwko i dobrą kawę do jednej z bardziej znanych, gdańskich restauracji, w której spędziliśmy czas pozostały. --- Wielkie dzięki Arkowi !!! --- W knajpiannym ogródku, w atmosferze jarmarkowego Gdańska czas szybko upłynął i należało się już ewakuować. Ponieważ cenimy sobie nasze uprawnienia do prowadzenia pojazdów, zdaliśmy się na nasze jednośladowe rumaki, a one już bezbłędnie doprowadziły wszystkich do swoich domostw. Statystyka wg mojego licznika: Dystans: 94.44 km Średnia prędkość całej wycieczki: 18.35 km/h Jak zwykle zapraszamy do obejrzenia fotek Fotki z wycieczki Pozdrower Mirek ps. Najbliższe plany: - Lasy Mirachowskie, - Bory Tucholskie (2 dni z noclegiem i ogniskiem), - Hel (w jedną stronę statkiem).
Komentarzy: 3 |